Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mówienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mówienie. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 czerwca 2014

Poszerzamy słownictwo 14 miesięcznej Kru

Poniżej moja ulubiona zabawa do ćwiczenia nowych słów. Gdy Kru była młodsza korzystaliśmy w niej z prawdziwych przedmiotów, wówczas zawsze trzech. Stawiałam je przed Kru i po kolei nazywałam. Potem miała czas na obejrzenie ich i swobodną zabawę. Gdy się już nasyciła powtarzałam nazwy, a potem prosiłam by wskazała konkretny przedmiot. Był to z początku miś, piłka i klocki. Coś co zna i lubi. 

Teraz gdy jest starsza korzystam równie chętnie z obrazków.


W tym wypadku to karty z serii Czu Czu. Z Zanzi zaczynałyśmy od koła i tak samo postępuję tym razem, bo koło jest najłatwiejsze do włożenia. Najpierw Kru po prostu się nimi bawi. I tak powstają pomidoro-zegary i balono-zegary, itd. Kru ma satysfakcje, że się jej udaje. A że nie ten obrazek? Nie zwraca jeszcze na to uwagi.


Potem rozkładam przed nią 3-4 obrazki. Nazywam kilka razy, a potem proszę o pokazanie wybranego.


 Zwierzęta cieszą się największą popularnością, bo lew robi wrau, świnka chrum chrum. Zegar jeszcze robi tik tak. Ale słońce? świeci i już :) Stąd staram się by zawsze wśród obrazków było choć jedno zwierzę, bo motywacji Kru do zabawy rośnie.


Etap ostatni. Pokazuje przedmiot i pytam co to? Teraz Kru jest już gotowa i odpowiada: baon :)


W repertuarze jest już PES (pies), BAAN (banan), MIŚ, AMPA (lampa), LEF (lew), TIK-TAK (zegar), LALA (lala). Mówi jeszcze jakoś na motyla, ale nie potrafię powtórzyć. Rozgaduję się :)

I rozbrajają mnie poranne zabawy z nią. Zanzi często jeszcze śpi, a Kru budzi się na śniadanie :D
Sadzamy ją potem (nieprzytomni) na swoim łóżku. Podnosi bluzkę do góry i mówi PEPE (pokazując na pępek). Potem z zachwytem szuka mojego i u Dużego. Uwielbia też pokazywać OKO. Trochę to niebezpieczne, więc zachęcam ją do pokazywania nosa i ucha. Jest już chyba NO (nos). Za to dziś była triada. Kru pokazywała u siebie po kolei. PEPE, PIPI, PUPA :) Była z siebie dumna, że potrafi nazwać i pokazać. Bardzo się przy tym śmiała, a my z nią. 


piątek, 2 maja 2014

Poszerzamy zasób słownictwa 13 miesięcznej Kru

Stało się. Kru ukończyła 13 miesięcy. Mówi tata, mama, to (wskazując na coś), kaka (na jedzenie, od kaszka), a kuku (stosownie do zabawy), papa, oko (zarówno na oko i nos ;), pi (gdy chce pić), mi (na misia), ko ko (na kurę), kwa kwa (na kaczkę, gołębia i...PSA!), gigi (chce na rączki), gogo (na książki), ba (balon), bach (przy upadkach). Staramy się rozwijać jej słownictwo, na razie biernie. Rozumienie jest coraz większe. Chętnie więc sięgamy po książeczki. Poniżej przegląd.

Do moich faworytów należy serią "Rosnę i poznaję". Grube, twarde strony. Mała wielkość, ale nie mikroskopijna. Na każdej stronie zwykle jednak ilustracja, podpis i krótkie zdanie. Kru podaje tylko nazwę przedmiotu. Czasem coś o nim opowiadam. Dla Zanzi czytam zdanie i zwykle rozwijam do czego to służy, w jakich jest kolorach itp. 


W miarę możliwości staram się pokazywać Kru odzwierciedlenie ilustracji w rzeczywistości. Podpisy pod zdjęciami nie są może powalające, ale podoba mi się czytelność zdjęć. Cała seria jest bardzo obszerna, my posiadamy kilka pozycji. 


Poniżej podoba pozycja. Większy format (B5?), nadal realistyczna zdjęcia, choć czasem rzadkie ujęcia, wiele ilustracji na stronie, jedynie podpisy.


Sprawdza się u nas na spacerach i w autobusie, bo jest więcej do "czytania". W serii trzy pozycje, o zwierzętach, pojazdach i popularnych przedmiotach.


Kolejna pozycja małego formatu. Grube strony. Po jednym zdjęciu na stronie i duży podpis. Zdjęcia przedstawiają głównie Azjatów, co uznaję za plus. Dziecko przyzwyczaja się do wielokulturowości. I ujmuje trudny temat - czynności. Seria obszerna, ale ograniczyliśmy się do tej jednej. 


Pamiętam, że na niej Zanzi nauczyła się znaczenia słowa "bach". Kru pojęła je na własnych upadkach ;)


Poniżej seria miła dla oka: "Obrazki dla maluchów". Ilustracje wykonane z modeliny/plasteliny? to plus i minus. Pozycja z owocami i warzywami zawiera np. oczy! przez co nigdy nie trafiła pod nasz dach. 


Jednak brak realizmu przy ludzkim ciele wydaje się plusem, szczególnie biorąc pod uwagę, że w środku jest nagi chłopiec i dziewczynka. W sam raz na dziecięcą ciekawość.


Pod koniec każdej książeczki znajdują się pytania sprawdzające.


Moim zdaniem pozycja o pojazdach zawiera jednak zbyt mało szczegółów i pewne błędy językowe w tłumaczeniu. Posiadają natomiast w serii książeczkę o Bożym Narodzeniu, gdzie na jednej stronie pokazany jest również Jezus w stajence, razem z Marią i Józefem, co jest rzadkością w książeczkach dla malutkich dzieci ;) W większości innych króluje Święty Mikołaj :D


Realizm pojazdów czerpiemy z książeczki harmonijkowej. Jej plus to forma, zawsze coś nowego dla dziecka. Same propozycje dźwięków są... specyficzne. Choć może jacht wydaje dźwięk chlup, chlup ;) Książka idealnie mieści się w kieszeni kurtki...


Na spacerach sprawdzają się również karty Czu Czu na sznurku, mimo, że zawierają animowane ilustrację. Dźwięki za to chyba trafniejsze. Łatwe do trzymania dla dzieci.

Poniższa seria jest teoretycznie kierowana do dzieci starszych, ale już teraz z niej korzystamy. Zawiera sporo zdjęć i pewnie przez ich ilość i propozycje pytań, sugerowany wiek czytelnika jest tak duży. 


Dla nas pozycja sprawdza się zarówno dla rocznej Kru, jak i prawie trzy letniej Zanzi, której więcej opowiadamy o zdjęciach. Seria bogata, szerokie podejście do tematu. Na przykład wieś, to nie tylko zwierzęta i rośliny, ale i pojazdy, przetwory, prace na wsi. 


Poniższa pozycja jest zakupem w ciemno, przez internet. Jej główny plus, to to, że obie córki je lubią. I to chyba na tyle... 


O gustach się wprawdzie nie dyskutuje, ale dalszych pozycji z tej serii nie kupowaliśmy. Ta jednak swoją rolę, rozszerzenia słownictwa dotyczącego jedzenia spełniła. 


Poniżej książka z rzadszymi zwierzętami. Plus to całkowicie realistyczne zdjęcia, łącznie z tłem. Rzadkość w książeczkach dla dzieci. Minus, że zaledwie 8 stron.


Nad ilustracjami jedynie podpisy. Seria zawiera wiele pozycji.


Poniżej perełka. Piękne, barwne ilustracje. Proste teksty. Akcja ;)


Nasze dzieci chętnie włączają się w pukanie w papierowe drzwi/strony. Książka ułatwia opanowanie podstawowych kolorów.


Roczne dziecko może próbować powtarzać proste wyrazy dźwiękonaśladowcze. Dwuletnie z przyjemnością nauczy się jej na pamięć. Obecnie Zanzi z chęcią "czyta" ją młodszej siostrze.


Poniżej książka wyjątkowa. Plus format, barwne, proste ilustrację, wielość dźwięków. Minus jakość wydania. Strony są klejone. Część się rozkleiła :( 


Wyraziste ilustracje.


Poczucie humoru.


Specyficzny zapis niektórych dźwięków. A może wręcz błędy językowe przy tłumaczeniu?


Na koniec przeciwieństwo. Fatalne wprost ilustracje, ale ogromny plus dla treści. Poprawność treści, tekst rymowany, prosty, drukowanymi literami. Dziecku łatwo jest potarzać po rodzicu. 


Książka zawiera dwie części. Odgłosy zwierząt i otoczenia. Obie (mimo ilustracji), gorąco polecam. U nas to pierwsza pozycja, którą Zanzi nauczyła się na pamięć i odczuwała dumę z samodzielnego "czytania", także dla młodszej siostry.


Miło słyszeć, że kot miauczy, a nie ROBI miau ;)

Życzę miłego wspólnego czytania z pociechami. Chętnie dowiem się, na jakich pozycjach Wy poszerzacie słownictwo Waszych szkrabów.

środa, 30 kwietnia 2014

Zabawa w A KU KU - rozwijamy słownictwo rocznej Kru

Kru uwielbia książeczki. W większości korzystamy z zasobów po siostrze. Ostatnio hitem są książeczki a kuku! Pewnie dlatego, że właśnie te zabawy ostatnio cieszą się powodzeniem ;)


W środku piękne, proste ilustracje.


Pierwsza pozycja zawiera dźwięki zwierząt.



W drugiej pojawiają się opisy najprostszych czynności - stoi, siedzi, itp.



Zabawy zaowocowały nie tylko biernym przyswojeniem słowa miś, ale i czynnym. Miś to MI :)




Kru uwielbia tę zabawę. Śmieje się do rozpuchu. Patrzy gdzie chowam misia. Słucha, gdy mówię: nie ma misia. Gdzie jest miś? Wówczas zabiera się za poszukiwanie. Z trudem otwiera okienka, zagląda, a gdy wyjmuje misia, wołam, a ku ku :D Kru prawie turla się wówczas ze śmiechu i zaczynamy od początku :)


Kru nadal lubi się również sama chować pod kocykiem lub pieluszką i z piskiem mówić - a kuku :) to jedno z jej pierwszych wymawianych słów :D


Do zabaw dołącza też Zanzi. Gdy tylko się chowa, Kru biegnie by ją odszukać i odkryć. Obie przy tym nieźle się śmieją. Dochodzi też do upadków, gdy któraś zbyt energicznie ciągnie za kocyk i przewraca się.


P.S. Dodam, że Zani w tym wieku oglądała na komputerze pierwsze swoje bajki. Była to seria "Świat małego Ludwika". Bardzo proste filmiki... co to jest? to jest kot. Gdzie jest kot? schował się. Nie ma kota. Kocie, pokaż się. Tu jest kot :) Dodam, że gdy Zanzi była mała, zostawienie jej na 5 minut samej graniczyło z cudem. Stąd też takie metody. Jeden taki film, to prysznic z myciem głowy... Kru nie wymaga tyle uwagi, więc na razie stronimy przed takim sposobem na spędzanie czasu. Same filmiki były jednak pogodne, bez przemocy, proste, na prawdę proste, ale nie idiotyczne. Jeżeli potrzebujecie 10 minut dziennie dla siebie i nie widzicie innego wyjścia, bo malec natychmiast płacze, to może coś dla Was? 

środa, 19 marca 2014

Rozszerzanie słownictwa - położenie

Postanowiłam rozszerzyć słownictwo mojej 2,5-letniej Zanzi. Niby zna te słowa, ale w praktyce wychodzi, że często są dla niej bliskoznaczne, wymienne i po prostu wie, że odnoszą się do położenia. Jednak czy coś jest przed czy obok.... takie wyrażenia się myliły. Stąd pomysł na przećwiczenie. Wybrałam ulubionych bohaterów: samolot i kota z piosenki :)



Płot przyklejony jest na dole, tak, że kot może się chować za nim (wtedy go prawie nie widać), przed nim, a także stawać na nim. Takie samo ćwiczenie można wykonać na zwykłych klockach i dowolnym pluszaku :)

poniedziałek, 10 marca 2014

Magiczne słowa - proszę, dziękuję

Zanzi od czasu do czasu przechodzi fazę buntu. Szczególnie gdy jest zmęczona. Wówczas słyszę płacz, tupanie nogami itp. Z drugiej strony, będąc dziś z nią na placu zabaw, słyszałam jak pożyczając innym dzieciom zabawki mówi "proszę", a odbierając "dziękuję". Może nie za każdym razem, ale w większości przypadków. Aż miło było posłuchać. 
Czemu w ogóle o tym piszę? Formy grzecznościowe wprowadzane późno, będą dla dziecka czymś sztucznym, obcym. Warto wprowadzać je na samym początku, gdy uczymy brzdąca mówić. Jest taka zabawa - dajemy dziecku np. klocek, a potem ono nam go oddaje. I tak w kółko.  U nas był to hit 7 miesiąca ;) Mamy wybór, czy mówimy wówczas "masz klocek/ weź klocek", "daj klocek" czy "proszę, oto klocek", "podaj mi proszę klocek". To samo tyczy się formy w jakiej zwracamy się do innych domowników. U nas w domu zwykle mówiło się: "podaj mi chleb". Potem jednak trochę się uczuliłam i coraz częściej zaczęły padać słowa: "podaj mi proszę chleb". Wyrażenia weszły do mowy Zanzi jak ciepłe bułeczki z masłem ;) 
Zanzi przejęła po nas też inne wyrażenia. Najbardziej bawi mnie zachwyt towarzyszący korzystaniu z toalety. Staraliśmy się ją bardzo motywować, gdy zaczynała korzystać z nocnika. Za każdym razem były brawa i zachwyt. I tak zostało... jak tylko Zanzi słyszy, że ktoś korzysta z toalety, podbiega i komentuje. "O, udało Ci się zrobić siusiu, no pięknie, jestem z ciebie dumna"... Jak będziemy się zwracać do dziecka, tak potem ono do nas :D

wtorek, 25 lutego 2014

Trening oddechowy 2

Jak jeszcze można ćwiczyć oddech? Ano tak:

  • zdmuchując płomień zapalonej świeczki (pod nadzorem osoby DOROSŁEJ!!!)


  • lub zabawkowej, dla rodziców o słabszych nerwach (my tak zaczynałyśmy ;)

  • dmuchając na kolorowe kartki papieru trzymane przed ustami
  • robiąc bańki mydlane
  • dmuchając na wiatraczki, piórka, piłeczki pingpongowe
  • dmuchając na papierowe łódeczki unoszące się na wodzie przez słomkę lub ustami


  • dmuchając w słomkę, zanurzoną w wodzie (dla dzieci, które dobrze rozróżniają wdech z wydechem lub korzystając z przegotowanej wody ;) - tak powstanie burza na morzu!


Przyznam, że byłam trochę sceptycznie nastawiona do treningu oddechowego, ale... jak dziś pamiętam, że Zanzi miesiąc temu nie była w stanie u logopedy zdmuchnąć ani razu świeczki, a dziś robiła to bez najmniejszego problemu. Kilka różnych ćwiczeń, wykonanych po kilka, kilkanaście razy i już widać różnicę gołym okiem. Całkiem nieźle...