Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1 plus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1 plus. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Zabawy do wyboru do koloru

Kolejny ranek i nowe tace. Powtórzyłam te, po które Zanzi najczęściej sięgała. 


Do zestawu dodałam jednak strzykawkę i pojemnik na lód. Strzał w dziesiątkę. Wiele powtórzeń...


Potem wybrała pracę plastyczne.




Dużo radości sprawia jej sprzątanie farb po pracy i mycie pędzli oraz kubka. A gąbką? och i ach. Aż żałuje, że zlew w kuchni mam tuż obok kuchenki, bo byłaby świetną zmywarką ;)


Trzecie powtórzenie kolorów:

                                      

Po tekście o dżdżystej pogodzie doszłam do wniosku, że Zanzi powinna jak najwięcej ćwiczyć na znanych jej wyrazach, łatwych do zrozumienia, a nie nowych. Tym razem padło na warzywa. Wyraźnie widać, że z wyrazami z otwartymi sylabami radzi sobie najlepiej. Cebula od razu przeczytała płynnie. Przy bakłażanie nie było już tak łatwo...


Kru tymczasem korzysta z lekcji siostry. Tak było ponad tydzień temu:


A dziś doszła do 50% skuteczności, tzn. nie udaje jej się za każdym razem od razu, ale próbuje, próbuje i w końcu wkłada dobrze. Cieszy mnie to, bo najbardziej lubię zabawy z układankami :)


Puszka z guzikami jak widać nadal cieszy się zainteresowaniem.


Zwykły kubek siostry z kredkami też jest dość atrakcyjny. Wyjmuje kredki i wkłada. Wyjmuje i wkłada. 

Niesamowity słuch ma Kru. Powtarza zasłyszane wyrazy i frazy bez zrozumienia. Dziś Zanzi krzyczała w piaskownicy - moje, moje. A po chwili odpowiedziała jej Kru - moje, moje. A gdy w domu chciałam jej odebrać niestosowną zabawkę usłyszałam - ja bardzo chce. Jest to komiczne, bo Kru tylko odtwarza to co słyszała w podobnej sytuacji, ale bez zrozumienia (jeszcze). A gada, bo nadal nie chodzi. Za to już bardzo chętnie wstaje i wspina się, wszędzie gdzie tylko to możliwe. 

czwartek, 5 czerwca 2014

Pudełko do wyrzucenia - nic, o które walczą dzieci...

Przyszła dziś do mnie przesyłka i już miałam wyrzucać niepotrzebne pudełko... Pomyślałam, że zrobię dla Kru taką zabawkę: pudełko z dziurami do wtykania twardych, drewnianych kredek. Moją pracą od razu zainteresowała się Zanzi. Szybko zaczęła wypytywać gdzie jest miejsce na konkretną kredkę, więc pokolorowałam brzegi dziur. Zakładam, że Kru będzie wkładać na ślepo. Zakładam, bo dziś zabawką bawiła się tylko Zanzi... oszalała na jej punkcie i płacz był tak wielki, przy próbie przekazania jej Kru, że odpuściłam. W końcu przecież się znudzi Zanzi, dla której jest to zbyt proste. Może jednak właśnie w tym urok? "zobacz mamo, jak świetnie sobie radzę".



P.S. A oto efekt pracy Kru. Trzy kredki świecowe w środku, a tak mieszkanka tego co było pod ręką i mieściło się do dziur:



środa, 4 czerwca 2014

Poszerzamy słownictwo 14 miesięcznej Kru

Poniżej moja ulubiona zabawa do ćwiczenia nowych słów. Gdy Kru była młodsza korzystaliśmy w niej z prawdziwych przedmiotów, wówczas zawsze trzech. Stawiałam je przed Kru i po kolei nazywałam. Potem miała czas na obejrzenie ich i swobodną zabawę. Gdy się już nasyciła powtarzałam nazwy, a potem prosiłam by wskazała konkretny przedmiot. Był to z początku miś, piłka i klocki. Coś co zna i lubi. 

Teraz gdy jest starsza korzystam równie chętnie z obrazków.


W tym wypadku to karty z serii Czu Czu. Z Zanzi zaczynałyśmy od koła i tak samo postępuję tym razem, bo koło jest najłatwiejsze do włożenia. Najpierw Kru po prostu się nimi bawi. I tak powstają pomidoro-zegary i balono-zegary, itd. Kru ma satysfakcje, że się jej udaje. A że nie ten obrazek? Nie zwraca jeszcze na to uwagi.


Potem rozkładam przed nią 3-4 obrazki. Nazywam kilka razy, a potem proszę o pokazanie wybranego.


 Zwierzęta cieszą się największą popularnością, bo lew robi wrau, świnka chrum chrum. Zegar jeszcze robi tik tak. Ale słońce? świeci i już :) Stąd staram się by zawsze wśród obrazków było choć jedno zwierzę, bo motywacji Kru do zabawy rośnie.


Etap ostatni. Pokazuje przedmiot i pytam co to? Teraz Kru jest już gotowa i odpowiada: baon :)


W repertuarze jest już PES (pies), BAAN (banan), MIŚ, AMPA (lampa), LEF (lew), TIK-TAK (zegar), LALA (lala). Mówi jeszcze jakoś na motyla, ale nie potrafię powtórzyć. Rozgaduję się :)

I rozbrajają mnie poranne zabawy z nią. Zanzi często jeszcze śpi, a Kru budzi się na śniadanie :D
Sadzamy ją potem (nieprzytomni) na swoim łóżku. Podnosi bluzkę do góry i mówi PEPE (pokazując na pępek). Potem z zachwytem szuka mojego i u Dużego. Uwielbia też pokazywać OKO. Trochę to niebezpieczne, więc zachęcam ją do pokazywania nosa i ucha. Jest już chyba NO (nos). Za to dziś była triada. Kru pokazywała u siebie po kolei. PEPE, PIPI, PUPA :) Była z siebie dumna, że potrafi nazwać i pokazać. Bardzo się przy tym śmiała, a my z nią. 


Małe sukcesy - jemy

Mam wrażenie, że są kobiety, które automatycznie stają się matkami. Jedne już w ciąży, inne z chwilą porodu. Ja do bycia matką musiałam dorosnąć i dalej jeszcze "matczeje". I tak, gdy miałam pierwszą córkę i miała tak z 6 miesięcy wprowadziłyśmy pierwsze pokarmy. Miesiąc plucia zanim połknęła pierwszą łyżeczkę. Gdy miała tak z 8 miesięcy fascynowała się łyżeczką. Dawałam jej, ale w zasięgu miałam drugą i zwykle ją wyręczałam w 99%. Do tego tak brudziła... Co posiłek przy stoliku, to podłoga do mycia. A gdy miała dwa lata, nie chciała jeść już łyżką, mimo moich zachęt. Teraz wprawdzie ładnie już je łyżką i widelcem, ale to była dłuuuga droga. A wszystko przez to, że chciałam by było czysto i bałam się, że je za mało. Karmiąc czułam, że mam większą kontrolę nad tym ile zje.

Było minęło, odpuściliśmy ze skupianiem się na jedzeniu i mniej lub więcej, ale je różnorodnie. 

A oto Kru, młodsza. Postanowiłam, że gdy będzie chciała jeść łyżką, to proszę bardzo. I zmywałam tę podłogę... Najpierw radziła sobie z lepkimi kaszkami, a teraz:


Makaron z duszonym indykiem i pomidorami.


Czy Wy też to widzicie? Do dna, łyżeczką, sama. I nawet rękawy są nadal białe. Pękam wprost z dumy.

Przy pierwszej córce dłużej miałam czysto, ale później nauczyła się jeść łyżką i widelcem.
Przy drugiej miałam brudniej, ale spokojniej, mniej nerwów i ta da. Widelcem też nadziewa, spryciula.
Choć fakt, że druga od razu przepadała za jedzeniem. Może dlatego ważą dziś tyle samo... 

piątek, 30 maja 2014

Poznajemy duże liczby - "mamo, to 724"

Po pierwsze: abym mogła zająć się czymś z Zanzi muszę poczekać aż Kru uda się na drzemkę lub zorganizować jej zabawę. Na szczęście etap wkładania i wyjmowania trwa:


Plastikowe słoje, to jest to. Kru fascynuje się już zakręcaniem i idzie jej całkiem nieźle. Gdzieś o rok wyprzedziła siostrę ;)

Była na tyle wciągnięta, że spokojnie mogłam pobawić się z Zanzi. Na tablicy ułożyłam liczbę, a jej zadaniem było ją stworzyć z klocków. 


I tu miłe zaskoczenie. Kolory na tablicy są kompatybilne z kolorami klocków do budowania :) Dzięki temu Zanzi mogła łatwiej dostrzec ile klocków w danym kolorze jest potrzebnych, by stworzyć daną liczbę.


Zadanie było trudne, także pod względem manualnym. Dopasowywanie wymagało precyzji. Było jednak do zrealizowania, więc poziom w sam raz. Wyzwanie bez frustracji :) 


Potem bawiłyśmy się w drugą stronę. Ja układałam coś z klocków. Zanzi miała mieć zamknięte oczy i tylko trochę podglądała ;) Jej zadaniem było tym razem policzyć klocki i ustawić odpowiednią liczbę na tablicy.




Z czasem wzory były coraz bardziej wymyślne :)


A na koniec praca własna. Zanzi po prostu łączyła klocki tworząc coraz to wyższe budowle. Gdy skończyła poprosiła po raz pierwszy sama o pudełko, aby poskładać. Ach... i to chyba było najmilsze dla mamy... córka sama z siebie sprzątająca po pracy. Doczekałam się :D To chyba pozytywny wpływ Dużego, bo spędziła z nim cały ranek.

poniedziałek, 26 maja 2014

Plastikowy kubek i kilkanaście liczmanów - zabawa na 30 minut

Będąc u babci Zanzi z przyjemnością dobrała się do liczmanów kuzynów i zaczęła się sortować ze względu na kolory. Po chwili dostałam "zielony kubek". Zanzi zaproponowała żebym się napiła i poszła sortować dalej... Ja przekazałam kubem niespokojnej w tym momencie Kru. A niech ma, porozrzuca, trochę posmakuję. Może na chwilę się zajmie....




To co zobaczyłam przeszło moje oczekiwania. 13-miesięczna Kru wysypuje liczmany z kubeczka, po czym wkłada po jednym. Znów wysypuje i znów wkłada. Co najmniej przez pół godziny... Wierzyć mi się nie chciało. Zabawka hit ;) Od czasu do czasu odwracała kubek do góry dnem, uderzała w niego dłonią i mówiła BABA. Wydaje mi się, że to echo zabaw w piaskownicy, gdy mama uderza w foremkę ręką i mówi: "babo, babo zrób się, jak nie wyjdziesz to cię zjem". 

czwartek, 22 maja 2014

Zabawka dla rocznika, dwulatka i trzylatka. Pomysł na zbliżający się dzień dziecka

Poniżej zabawka, którą zakupiłam w swoim czasie dla Zanzi. Jest wykonana z grubej tektury. Przetrzymała zabawy Zanzi i teraz trafia w ręce Kru. Choć... gdy znów ją wyciągnęłam Zanzi z przyjemnością zabrała się do zabawy. Czasem miło przecież zająć się czymś, w czym jesteśmy dobrzy. Nie każdy dzień musi być pełen wyzwań ;)


W środku znajdują się trzy zestawy zabawek. Pierwszy to układanki z figurami geometrycznymi. Dla maluchów raczej do samego nazywania. Drzewo, dom, traktor, strach na wróble. Przy ok.18-miesiącach jest aktywne, trafne wkładanie. Dwulatek może tu operować już odpowiednim słownictwem: kwadrat, prostokąt, koło, trójkąt, itd.



Gdy całość obrócimy do na drugą stronę ukazują się nam kolory.W sam raz do nauki tych podstawowych lub sortowania elementów według kolorów. W naszym przypadku dopiero jako dwulatek polubiła te wersje. Wcześniej twardo układała tylko z jednej strony.


Drugi zestaw to pierwsza układanka, dwuelementowa. Mamy i ich dzieci. Dla malucha dobre do ćwiczenia wyrazów dźwiękonaśladowczych - HAU, MUU, BE, IHA HA. Dla trochę starszych do nauki nazw zwierząt i układania. Dwulatek rozszerzy zaś słownictwo o nazwy dzieci zwierząt domowych. 


Po odwróceniu znów możemy się pobawić w dopasowywanie kolorów.


Na koniec zestaw 8 par warzyw. Dla roczniaka dobre do rozszerzenia słownictwa. Dla 18-miesięcznego do szukania pary. A dla dwulatka do gry w memo. 


Polecam za proporcje cena/jakość/różnorodność.

poniedziałek, 5 maja 2014

Domowa piaskownica na brzydką pogodę

Mała Kru zdecydowanie polubiła zabawy w piaskownicy. Niestety pogoda ostatnio nie dopisuje. Gdy Zanzi poszła spać, tym razem Kru zaczęła "szaleć". Dostała dwie miseczki, jedną napełnioną kaszą kus-kus. Najpierw zabrała się za przesypywanie rękoma, a dokładniej szczypta za szczyptą.


Potem podałam jej miarkę po mleku. To było wyzwanie.


Pojawiła się też inna miarka, bardziej podobna do szufelki.


I to był strzał w dziesiątkę. Z kwadrans ćwiczenia przesypywania :) Była bardzo zadowolona. A sprzątanie i tak mnie czekało...


niedziela, 4 maja 2014

Patyczaki

Od jakiegoś czasu Zanzi interesuje się liczbami. Chciałam w pewnym momencie pobawić się z nią wrzecionami. I w niewyspaniu swoim już oglądałam ileż to wrzeciona kosztują. Ceny zawrotne. A metoda przecież była stworzona dla dzieci z rodzin ubogich... Postanowiłam rozejrzeć się po domu. Słomek brak, wykałaczki już wykorzystane, padło na nowiutką grę Patyczaki. 

Rozpoczęłyśmy od klasycznego układania odpowiedniej ilości patyczków na wyznaczone liczby. Zanzi w pewnym momencie zorientowała się, że nie starczy jednak zielonych patyczków.


Wyciągnęłam wówczas tarczę kolorów i zaczęłyśmy od początku. Zanzi losowała nawet kolor patyczków przeznaczonych na zero ;) 


Udało się przypasować patyczki od 0 do 9. Zostały już tylko 3 luźne patyczki, więc tabliczkę z liczbą 10 odłożyłyśmy na bok.


Jako, że materiał nadal budził duże zainteresowanie, posprzątałyśmy tabliczki z liczbami, a patyczki zaczęłyśmy segregować do odpowiednich misek. Zanzi działała szybko.


Gdy patyczki były już posegregowane wyciągnęłam pomoc do tworzenia liczb i wymyśliłyśmy grę na poczekaniu. Polecam, bo kooperatywna, a nie rywalizacyjna ;) Najpierw kręcimy strzałką wybierając kolor, potem układamy odpowiedni patyczek tworząc wieżę. Na "pomocy" odznaczamy jak jest wysoka. Zanzi musiała się trochę namyśleć, by stworzyć 10, 20, 30. Doszłyśmy do 38 i ostatecznie wieża rozsypała się.


Poukładałyśmy więc patyczki do pudełka, które samo w sobie jest świetnym sorterem. Wyciągnęłam tarczę z figurami i tak powstała nowa zabawa. Najpierw Zanzi kręciła strzałką, a potem z patyczków w danym kolorze lub podobnym, starała się ułożyć daną figurę. To było prawdziwe wyzwanie. Czasem układała sama, czasem z pomocą, ale była zaciekawiona.


Tego samego dnia układała figury z trójkątów równobocznych i o dziwo, wówczas stworzenie trapezu, dużego trójkąta, rombu lub sześciokąta było dla niej prostsze. Może dlatego, że tu rogi idealnie się nie stykają?


Przy okazji poćwiczyłyśmy też czytanie globalne nazw podstawowych kolorów.


A że karteczki z kolorami były razem z tymi określającymi mniej/więcej to i zabawa z ich wykorzystaniem. Najpierw na tarczy losowałyśmy, ile patyczków trafi do jednej miski, ile do drugiej. Potem Zanzi dopasowywała gdzie jest mniej, a gdzie więcej.


Następnie przesypywała je na szalki wagi, sprawdzając czy na pewno tam gdzie jest więcej,  będzie "ciężej" :)


Pod koniec do zabawy zaprosiłyśmy małą Kru. A więc kolejna puszka po mleku i nowy sorter. Najpierw dziewczynki ćwiczyły cierpliwość. Wkładały na zmianę. To propozycja samej Zanzi.


Radziły sobie zgodnie, bez kłótni.


Jednak gdy Zanzi poszła na spacer, cały sorter został dla Kru. Ucieszyła się z tego i zabrała do pracy ;)


Na koniec planowałyśmy jeszcze bawić się w odtwarzanie szeregów, prostszych i trudniejszych, ale spacer wygrał. Może następnym razem? Polecam takie powtarzanie sekwencji, przed nauką czytania. Pomaga wyczulić na szczegóły.


Cóż, a wiecie na czym polega gra patyczki? Na układaniu poszczególnych patyczków według załączonych wzorów lub własnych pomysłów. Do tego jeszcze nie doszłyśmy ;) Grę polecam, jak widzicie mnóstwo możliwości. Ja kupowałam w sklepie gragamel, bo przez internet wygodniej. No i miała być na dzień dziecka... ech... słaba silna wola.

P.S. Dodam tylko, że tarcze można zastąpić losowaniem kartoników z woreczka lub można stworzyć kostkę z papieru i narysować na ściankach kolory, kształty lub liczby, według potrzeby.